Z pamiętnika laika v1 – nazwa firmy – Skel – repliki kości i aplikacja mobilna

Z pamiętnika laika v1 – nazwa firmy

Gdy zakładałem pierwszą działalność gospodarczą po 5 roku medycyny musiałem się nauczyć bardzo, bardzo wielu rzeczy w ekspresowym tempie (nawet jak na lekarskie standardy 😉 ). Towarzyszył mi znaczący stres, w końcu 6 rok to czas rozliczenia się z całej nabytej wiedzy na Uczelni, egzaminy z tak ważnych i obszernych przedmiotów jak chirurgia, choroby wewnętrzne czy pediatria, „czy poradzę sobie z tym w obliczu nowych obowiązków?”. Obok stresu było jednak wiele radości, ekscytacji związanych z tworzeniem – logo, sklep internetowy, nazwa. Tej ostatniej poświęcam dzisiejszy krótki wpis – może uchroni to Was przed moimi błędami?

Nie znam dokładnego stanowiska ekspertów, ale wśród ludzi z którymi rozmawiałem, panowały 2 skrajne poglądy (1) „nazwa nie ma żadnego znaczenia, najlepiej żeby była nowym, neutralnym słowem” i (2) „nazwa powinna być chwytliwa, błyskotliwa, związana z Twoim biznesem”.

Zacząłem więc rzeźbić. Już wtedy wiedziałem, że udało mi się stworzyć idealnie odwzorowane modele kości, że mamy wszystkie struktury kości skroniowej, klinowej, jest pięknie, modele są też wytrzymałe, mają odpowiedni kolor, w ostatnim etapie nawet gramaturę! No więc jak je nazwać?

Skoro są „topowe” – to może Top Bone? Od razu wiedziałem, że do wybitnej nazwy „trochę” tu brakuje, poza tym raczej nie chciałem żeby marka idealnie odwzorowanych modeli dla profesjonalistów była kojarzona, z całym szacunkiem, marką Top Chips Biedronki 😉 Niemniej, zajęty pracą fizyczną nad modelami, Top Bone funkcjonowało dobre 2 miesiące, nawet stworzyłem poglądowe logo do dalszej obróbki dla grafika (załączam odgrzebane 2 wizualizacje, od razu czuć markę premium, prawda?). Po wspomnianych 2 miesiącach Top Bone zniknęło, pozostało świetnie w pamięci moich przyjaciół, którzy pomagali na starcie projektu i od tej pory zawsze, gdy rozmawiamy o tym projekcie, prześmiewczo nazywają go „Top Bone” 😊

Kolejna burza mózgów

Po kolejnej burzy, zamiast słońca, przyszła nowa nazwa – Boned. Ojjj, to już brałem na poważnie, byłem nawet dumny, tak 7 na 10. Dlaczego? Nazwa odnosiła się do biznesu, była krótka, zaś wymawiana w „polskim angielski” powinna brzmieć po prostu „Bond”. Być może sama nazwa znowu nie powala na kolana, ale w połączeniu z naturalnym sloganem „Bond – modele do zadań specjalnych” robi się, według mnie, naprawdę przyzwoicie jak na człowieka,  który w ciągu ostatnich 6 lat połowę doby spędzał na studiach, a drugą połowę wykorzystywał na prowadzenie eksperymentów z dziedziny nauk podstawowych.

Błąd #1

Nie kombinuj. To, że dla mnie „Boned – modele do zadań specjalnych” było oczywistą oczywistością nie oznacza, że ktokolwiek inny to widział i łapał w lot. Po pierwsze, wiele osób nigdy nie zobaczyło sloganu – przyszli po konkretny produkt, który miał ułatwić im zdanie kolokwium i egzaminu z anatomii, a nie kontemplować slogan niszowego produktu dla profesjonalistów. Po drugie, skoro to ewidentnie polska firma, co z dumą podkreślałem, większość Studentów wymawiała ją jako „bonet”, co tym bardziej świadczyło o przekombinowaniu pomysłu. Tworząc sklep mogłem nadawać produktom numery – oczywiście zestaw premium otrzymał numer „007” 😉 Czy ktoś na to zwrócił uwagę? Tak, jedna zaprzyjaźniona Pani Doktor nauk biologicznych… 😊

Błąd #2

Chciałem mieć drobną firmę osadzoną w Polsce, która znacznie ograniczy stres studentów I roku medycyny (wciąż pamiętam jak w nieudawanej panice szukaliśmy prawdziwej czaszki do nauki, jakiegoś dobrego modelu, czegokolwiek co ułatwiłoby ogarnięcie tej naprawdę przesadzonej liczby szczegółów). Czy myślałem, że w ciągu roku będę rozmawiał z zagranicznymi uniwersytetami? Nieee, ojjj nieee. Czy wiedziałem, co w slangu po angielsku oznacza „boned, to be boned”? Tak! Czy coś z tym zrobiłem? No właśnie…

Dlatego proszę, jeżeli jesteście/będziecie na tym etapie – zabezpieczcie się na wypadek sukcesu firmy i nazwijcie tak, żeby bez wstydu prowadzić w przyszłości działalność międzynarodową. Którą znacznie łatwiej kontynuować, gdy nazywacie się Skel z produktami SkelReplica (idealnie odwzorowane modele) i SkelViewer (pierwsza interaktywna aplikacja z >95% wszystkimi strukturami anatomicznymi kości, premiera za kilka miesięcy), niż Boned 😉

A czy Wy mieliście podobne przygody z nazwami? Dajcie znać w komentarzu i do usłyszenia w kolejnym wpisie z cyklu [z pamiętnika laika].

Z pamiętnika laika v1 – nazwa firmy
Przewiń do góry